sobota, 23 czerwca 2018
Cisza
Tak bardzo po cichutku i tak bardzo w szarej strefie odbywa się handel psim życiem. Psim cierpieniem, psim bólem.
Wiąże się nierozerwalnie z psią samotnością, smutkiem, odrzuceniem.
Po cichu kwitną pseudohodowle. Psy w typie ras z rodowodem " Stowarzyszenia Burka i Kocurka" sa rozmnażane wciąż i wciąż. Bez kontroli, bez badań, bez ustanku.
" Rasowe" suki zamknięte w ciemnej stodole lub zasranym boksie. Widzą człowieka tylko wtedy, kiedy doprowadzany jest im samiec na "krycie".
Po każdej cieczce rodzą szczeniaki, do momentu, kiedy są tak wyeksploatowane, że nic już nie mogą z siebie dać, nawet mleka dla własnych dzieci. Wyrzucenie w szczerym polu lub podrzucenie do schroniska to dla nich wybawienie. Być może już nikt nie uderzy. Być może brzuch napełni się częściej niż raz na 3 dni, poza okresem karmienia szczeniąt.
A może ktoś wypatrzy i da dom - prawdziwy dom. A wtedy zonk. Bo pies nie umie wejść po schodach, boi się odkurzacza i reaguje warczeniem na miotłę. Bywa.
Kupująć szczeniaka za " pińcet" dokładacie swoją cegiełkę do psiego cierpienia. To tak, jakbyście podpisali cyrograf - macie szczęćie bo nie swój. Jest popyt - jest podaż. " Ja chcę psa do kochania", " Po co mi pies za 2 tyś", " W hodowoli ( pseudohodowli) miały dobrze", " Nie będę jeździć na wystawy", a odbiór psa na stracji benzynowej jest ok bo pseuduch nie zaprosi was do stodoły. was celowo z małej litery. Niewiedza nie zwalnia od odpowiedzialości. Z tym walczymy - z ludźmi, którzy zarabiają na psim cierpieniu. Nie chodzi o kasę jednak " dobro" kosztuje. Chcesz mieć psa, nie stać Cię na psa z hodowli ZKwP - schroniska pękają w szwach. Tysiące psów w typie ras czekają na dom. Ale nie - kup psa z pseudo i podpisz umowę wartości papieru toaletowego. Wiedz, że " zamoczyłeś pióro" w psiej krwi, tak jak kiedyś moczono j w kałamarzu.
Kalejdoskop psich losów. My pomagamy, wY kupujecie.
Nie powiem, nie kupuj - adoptuj. Możesz kupić. Twoja wola. Kup tam, gdzie ZWIERZĘ NIE JEST RZECZĄ.
sobota, 2 czerwca 2018
Pies z olxa
Pies z olxa
W czasie globalnej internetyzacji i
mobilności chyba każdy, kto zajmuje się adopcjami i ma „srajfona”
czy „ smartfona” posiada także aplikację olx w telefonie.
To portal najpopularniejszy, taki,
który wszyscy znają i taki, na którym szuka się psów do adopcji.
Kiedy zaświeci się ekran i widzisz że
to olx masz ochotę:
- skoczyć z dywanu
- skoczyć z okna na parterze
- ugryźć się w język i zatruć własnym jadem
- wytworzyć w myślach najbardziej kolorową i „wesołą” wiązankę łaciny
- udać martwą
- przeczytać jednym okiem i udać, że tego nigdy nie było
- po przeczytaniu wiadomości kogoś zwyzywać
- ukryć psa i udać, że nigdy nie był do adopcji
- PRZECZYTAĆ WIADOMOŚĆ Z UŚMIECHEM NA TWARZY I ZADZWONIĆ LUB ODPISAĆ coś innego poza NIEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEE
Może dla niektórych lekko
podkolorowane ale NIE.
Dziwnym trafem dziwni ludzie znajdują
ogłoszenia. Nie czytają treści, jak złapią za telefon i
zadzwonią to pół biedy, gorzej jak klepią i wysyłają
wiadomości. Bo o ile kiedy ktoś zadzwoni o psa i zapyta o choroby
weneryczne śmiejąc się przy tym do rozpuku mogę udać, że to
nigdy się nie wydarzyło. Ale kiedy widzę czarno na białym ludzką
głupotę, bezmyślność, brak jakiejkolwiek empatii to nie da się
udawać.
O co chodzi i dlaczego tak ostro:
- Pani po ile ten pies?
- Podaję adres.... Dowóz wtedy i wtedy.
- Aktualne?
- Sama się wykastruj.
- Ten pies aktualny.
- Chcę psa dla dzieci, mam dwójkę, nada się?
- Można bez wizyty?
- Kiedy odbiór?
- Wezmę go jutro tylko bez kastracji.
- Mam psa tej rasy, wezmę sukę chętnie. Po ile? Kiedy odbiór.
- Chcę tego psa.
- Jejku jakie śliczne oczy, chętnie przygarnę
- Możliwy dowóz?
- A macie szczeniaczki?
Itp. itd.
Po tłumaczeniu o procedurach ( przez
tel nie w wiadomościach) odpowiedzi:
- żadna pinda nie będzie mnie weryfikować
- jak chce psa, a nie dziecko adoptować
- no chyba Was pojebało
- nikt mi nie będzie do domu przychodził
- czy myślisz, że ja psu krzywdę zrobię
- co Ty gadasz JA MAM PSY OD ZAWSZE wiem jak postępować
- zwariowałaś
- no może jeszcze kwitek z wypłaty
- ale jak to nie ma psów dla dzieci
- ja znam ta rasę i wiem, że nie ugryzie
- a co Pani mi tu pierdoły opowiada
- nie masz dzieci jesteś wybrakowana
- pies w domu? No chyba Pani oszalała.
To nie jest fikcja literacka. To fakty.
Takie wiadomości przyszły, były, są, gdzieś wiszą.
NIE DO WIARY prawda? A jednak !
„Pies z olxa” to oczywiście
przenośnia. To obecnie najbardziej popularny portal, który jak to
moda ściąga też dużo idiotów. Co za problem naklepać anonimowo
z telefonu, zwyzywać, pośmiać się z bezdomnych psów. NO PROBLEM.
A jak się przy okazji da komuś „ nawrzucać” - czemu nie, hulaj
dusza, piekła nie ma.
I jak tu się dziwić – ktoś dzwoni
ZNOWU. Nie wiesz czy to idiota czy ktoś normalny. Jak ktoś normalny
masz ochotę całować rozgrzany asfalt. Dzwonisz do wszystkich i
mówisz im że KTOŚ NORMALNY dzwonił.
To nie przesada. Codziennie odbieramy
dziesiątki telefonów od idiotów, którym nawet nie chciało
przeczytać się ogłoszenia. Awanturują się, wyzywają – bywa.
Zawsze mogę powiedzieć NIE i robię to z uśmiechem na ustach.
Pomiędzy nimi, kwiaty na bagnach – domy, które dostają psy. Nie
trzeba wiele. Wystarczy myśleć, współpracować i słuchać. Można
się dogadać i odnaleźć prawda?
Olx to cudowny portal. Dają zniżki na
ogłoszenia dla psiaków bezdomnych i psiaków ze schronisk.
Wiele, bardzo wiele psów znajduje domy
właśnie „ z olxa”. Jednak szara strefa debili wciąż działa
:)
poniedziałek, 14 maja 2018
Trzymasz psa za łapę, kiedy przez wenflon płynie morbital. Uśmiechasz się, gadasz, udajesz. Bo Ty zrozumiesza, a pies nie. Wyjdziesz z kiliniki po tym, jak psa już nie ma. I myślisz. Wciaż i wciąż.
Czy mogłam coś jeszcze zrobić? NIE. Tylko ulżyć w cierpieniu.
Tylko dlaczego nie umiem sobie wybaczyć? Minęło5 lat. A ból jest taki sam. Nie zmalał, nie zniknąl, przycichł. Uruchamia się rzadko. Ale jak mu się uda odbiera oddech i chęć do życia.
Wygrywa ze wszytstkim. Królewna zabrała ze sobą do grobu, którego nie ma wszystko. Wrażliwość, serce.
Minęło tyle lat, wszystko jest żywe jakby to było wczoraj.
Zdarza się taki pies i taki czas, kiedy nic już nie pomoże. Nic nie zwróci straconych lat. Nic nie będzie pachnieć jak jej sierść.
Boli jak cholera, mimo upływu lat. O nie da się zapomnieć. Jest w środku, w Kachusiu. Zdjęcie na lustrze, podobizna na szyi. Nie myślę o niej bo to tak strasznie boli.
Ile jeszcze, jak długo? Szukam, wciąż szukam i nigdy nie znajdę. Wiem to, ale łzy wcąż płyną.
Moja Malamucia Królewno. Kocham Cię. Czas tego nie zmieni. 5, 15 czy 25 lat.
Nie wybaczę Tobie i sobie.
Spotkamy się w psim niebie na plaży. Czekj na mnie proszę.
niedziela, 25 marca 2018
Malamucie sny
Przyszła wiosna. Nie doczekałem jej. Bardzo chciałem, nie było mi to dane.
Robicie wszystko mechanicznie - tak jaki zawsze. Dajecie jeść, wychodzicie na spacer, miziacie. A później siadacie przy stole czy na kanapie i patrzycie w dal. Łzy same płyną. Tęsknicie za mną. Ja też tęsknię. Tylko jestem mądrzejszy o wiedzę - wiem, że kiedyś się spotkamy. Oby nie wkrótce - bo jeszcze tyle psów czeka na pomoc.
Gosiu, kiedy jak co rano bawisz się ze szczeniakami, nie jesteś sama. Ja idę za Tobą po cichu, tylko że teraz mam skrzydła. Jestem malamucim aniołem. Skrzydła mam tak miękkie, jak moja sierść, tak delikatne jak Twoja dłoń. I wciąż gadam co Ciebie. I do północniakowych dzieci też gadam. Proszę żeby były dobrymi psami, które porządnie dadzą w kość swoim nowym opiekunom. Być może one mnie słyszą, Ty nie. Proszę je, żeby osuszyły Twoje łzy szczenięcą " głupotą", figlami. Starają się jak mogą.
Maniek wraca z pracy, a ja czekam pod furtką. On też mnie nie widzi. Takie prawo - żywi nie widzą tych, którzy umarli. Ale poczujcie moją obecność. Jestem z Wami cały czas, poruszam się szybciej niż kiedyś, teraz mam skrzydła, nie ogranicza mnie czas ani przestrzeń. Nie ogranicza mnie ból. Jestem wolny i wciąż jestem z Wami.
Padam ze śmiech kiedy szczeniaki wykręcą Wam jakiś numer. Będę szeptał i wył słowa malamuciej otuchy do ucha Rino. Będą patrzył jak kolejne psy jadą do domów i machał i ogonem na pożegnanie.
Postaram się opowiedzieć tym które czekają, jak to jest mieć dom. Postaram się, aby ich nadzieja nie umarła. Ja miałem dom - najlepszy, jaki mogłem mieć. Miałem dom w Hasiorowie.
Wiem, że czas nie leczy ran, a przyzwyczaja do cierpień. Sam kiedyś zostałem porzucony. Ale daliście mi miłość, radość i miejsce na świecie i w swoich sercach. Śnijcie jak ja - że znów jestem z Wami. Czujcie moją obecność. Prawdziwa miłość nigdy nie umiera, czasami tylko konieczna jest rozłąka. Dzięki Wam nigdy nie umrę. Będą o mnie pamiętać, o bezdomnym malamucie, który dostał wszystko to co powinien dostać pies. Dzięki Wam... Dzięki temu co robicie. Macie serca czyste i otwarte. Pomagajcie dalej, a jak się spotkamy, omówimy wszystkie adopcje i wszystkie psy. Patrzę, widzę i kocham.
Tazer
sobota, 24 lutego 2018
Na łańcuch nie - a dlaczego? Do kojca też nie? Jak to?
Kolejny dzień. Kolejny dzień z lodowatym wiatrem na twarzy, ze szronem na rzęsach, ze smyczą, która zamarza w ręku.
Lecisz przez zaspy, aby wynagrodzić swoim własnym psom tydzień w pracy, spacery po ciemku, robienie czegoś godzinami dla innych psów - bezdomnych.
Lecisz psim tempem. Dajesz wywalić się zaspę, dajesz usiąść sobie na głowie, dajesz się polizać. To miał być wasz czas. Tak, miał być, ale nie jest. Bo bezdomność działa 24/7 zupełnie jak Ty.
Dzwoni telefon. Zgrabiałą z zimna ręką wydobywasz go z czeluści psiej torebki. Bo może to "ten dom". Może jakiś pies pojedzie do domu i zostaną mu oszczędzone godziny w lodowatej budzie na łańcuchu, godziny i dni w schronisku, za kratą. Łudzisz się.
Ale nie. Bo to nie jest ten telefon. Ktoś chce psa do pilnowania. Pierdoli o tym, że ma dobre warunki, wybieg na noc a na dzień łańcuch 3 metry. Albo stodołę, garaż, czy inne badziewne wyjście.
Serio? Naprawdę? Po to ściągałam wczoraj czy miesiąc temu psa z łańcucha, żeby oddać go debilowi, który nie powinien nawet pluszakami się opiekować?
Serio malamut to pies, który musi mieszkać na zewnątrz? Serio nie nadaje się do mieszkania w bloku?
Kto mnie będzie pouczał? Jakaś pindzia, która widziała malamuta na zdjęciu od wujka google?
Mam dość. Dość bycia miłą dla cholernych idiotów, którzy nie mają pojęcia o psiej niedoli. Mam dość słuchania dobrych rad od ludzi, którzy nie widzieli na oczy bezdomnego psa. Dość pierdzielenia na FB "wzięłabym ale za daleko", "szkoda że taka odległość", "mogę dać dom ale jak coś pójdzie nie tak to wyp*****". Pies zesikał się w domu, warknął na dziecko. No i co z tego? Życie. Gdybyś słuchał/ słuchała co się mówi to może byś go nie wzięła.
Jestem strasznie zmęczona zrzucaniem winy na psy. Co przysłowiowe 5 minut pojawia się kretyn, znający rasę jedną czy drugą. Bo się nadaje dla dzieci, bo nie jest agresywny.
NIE MA PSÓW DLA DZIECI.
Każdy pies może ugryźć, wystarczy go sprowokować. Sama mam od 10 lat w domu tykającą psią bombę. Bomby nie udało się nikomu odpalić, dbam o to.
Niech jedna z drugą kretynka ruszy głową. Może dostanę 1 wiadomość mniej o 5 tyg. szczeniakach bez matki. Może ktoś wysterylizuje sukę, wykastruje psa.
Mówię wprost. Usypiam ślepe mioty, robię sterylizacje aborcyjne. Za dużo razy musiałam walczyć sama ze sobą i trzymać za łapę psa, który umierał.
Przez ludzką głupotę.
Chcesz psa na dwór? Na łańcuch , do budy? Super - ode mnie go nie dostaniesz. Nie BO NIE.
Jeśli zapewnisz psu ciepłe pomieszczenie na mrozy - ok, nie każdy może i chce mieszkać w domu. Myślisz, masz empatię- dogadamy się. Nie każdy pies musi i chce spać w łóżku. Nie o to chodzi.
Chodzi o to, aby się odnaleźć.
Jak walnie minus 20 a Ty będziesz trzymał psa w budzie lub na łańcuchu" bo on nie chce do domu" czy do kotłowni powiem Ci , że to Ty a może tY powinieneś myśleć. Nie potrafisz? Trudno. Ja mam wybór i nie dam Ci psa. Rzuć kamieniem czy obelgą - mam to gdzieś. Pomagam psom długo i robię to dobrze i skutecznie. Mylę się czasem - mylić się jest rzeczą ludzką, wybaczać psią.
Nie szukam kraju z bajki. Szukam empatii i dobrych domów.
Bo wkrótce zima nadejdzie sroga i zimna. Ile psów zamarznie? Nie wie, ale karma to suka i zawsze wraca.
Nie utożsamiajcie mojego wpisu z żadną Fundacją.
To moje zdanie
niedziela, 19 listopada 2017
Modlitwa Bronka
Psi Boże... Nazywam się Bronek i mieszkam w schronisku. Nie mam domu, nikt mnie nie kocha, nikt mnie nie chce. Cały dzień stoję pod kratą od kojca, patrzę z nadzieją na przechodzących ludzi. Mijają mnie obojętnie, zupełnie, jakbym był przezroczysty. Nie chcą spojrzeć na mnie, tak aby mnie zobaczyć. Może sumienie wtedy nie dawało by im spać. Może było by im wstyd za to co zrobili inni ludzie, nam - psom. Może mieli by koszmary pełne smutnych oczu zrezygnowanych psów, które z dnia na dzień stają się bardziej puste.
Może słyszeli by pisk ocieroconych szczeniaków, które zaczynają życie za kratami. Bez miłości, bez ciepła.
Może widzieli by oczami wyobraźni kolejnego psa, przywiązanego łańcuchem do lichej budy. Psa, który już się nie rusza, bo zamarzł z zimna. Może widzieli by psa, który cały brudny i wygłodzony, wciąż uparcie biega przy drodze, przy której miesiąc wcześniej wyrzucili go właściciele, bo przestał pasować do wystroju mieszkania lub gubił zbyt dużo sierści. Psa, który już nie zamerda ogonem i nie popatrzy ufnie w oczy nowego opiekuna, bo wpadł pod samochód.
Może usłyszą skowyt katowanego psa, który szczekał zbyt cicho, jadł zbyt dużo lub był zbyt stary, aby móc żyć. Może spojrzą w oczy psiej matki, której dzieci umarły bo nie mogła ich wykarmić.
Może prześladują ich oczy psa, który 15 lat uwiązany był na grubym łańcuchu do stodoły. Oczy patrzące z wyrzutem. Mądre oczy, pytające " dlaczego"?
A może usłyszeli by płacz psa przywiązanego do drzewa na pewną śmierć. Psa, który okazał się nietrafionym prezentem pod choinkę. Psa, który nie jest rzeczą, a czującą i myślącą istotą. Istotą, która cierpi, kiedy ktoś, kogo darzył największym zaufaniem i miłością odpłaca perfidną zdradą.
Psi Boże. Unoszę łapki i patrzę w niebo. Spójrz na nas - Twoje psie dzieci.
Pomóż nam. Daj nam siłę, abyśmy mogli przetrwać to co zgotował nam człowiek.
Daj nam siłę, abyśmy mogli wytrwać w tym, do czego zostaliśmy stworzeni. Pomóż nam znaleźć tych ludzi, którzy zasługują na naszą przyjaźń i miłość.
Oświeć ich. Wlej i ich serca dobroć i empatię. Czy możesz to zrobić?
Czy słyszysz moje wołanie? Moją modlitwę o lepszy los?
Wciąż mam nadzieję. Nadzieję na dom..
Bronek.
Kontakt ws. adopcji:
793993779 ( Racławice koło Miechowa, dowiozą mnie do innego miasta)
sobota, 29 lipca 2017
Żegnaj Maniek- kiedy boli tak, że nie da się oddychać
Zawsze patrzyłem na Ciebie z góry. Dlaczego? Bo byłem malamutem. Mogłem, chciałem, pozwalałaś mi...
Wtedy patrzyłem na Ciebie z góry w przenośni, teraz już nie. Siedzę na chmurce i tarzam się złotych liściach. Znowu mogę. Mogę przewrócić się na plecy bez bólu i wyciągnąć łapy w stronę zachodzącego słońca. Jestem wolny. Rozumiesz to?
Nie rozumiesz, ponieważ jesteś spętana łańcuchami tego w co wierzysz. Tego co ci wmawiali.
Żal mi Ciebie. Myślisz i wierzysz w to, że moje życie się skończyło. Ono się zaczęło od nowa. Teraz polega na czekaniu. Czekam aż przyjdziesz tu do mnie, nieważne, że za kilkadziesiąt lat. Żyłem po to abyś umiała kochać. I po to, abyś nauczyła się smutnego prawa życia i śmierci.
Wiem, że kiedy o mnie myślisz prawie nie możesz oddychać, a ból jest tak silny, że myślisz, że nigdy nie minie. Walczysz o każdy oddech. Płaczesz widząc każdą rzecz, która przypomina Ci mnie.
Przestań !! Idź w stronę tęczy. Wyobraź sobie, że znowu możesz spojrzeć w moje oczy. Czy jest w nich smutek?
Nie... Wam ludziom brakuje wyobraźni... Patrzycie tylko na to co jest, nie umiecie spojrzeć w przyszłość. Złóż swoją smutną układankę. Tyle lat razem, tyle bez siebie, ale to nic nie zmieni. Nigdy nie obchodziło mnie to jak wyglądasz, ile masz lat i pieniędzy na koncie. Byłem i jestem psem - żyłem chwilą. Niech moja śmierć czegoś się nauczy - Ty też żyj chwilą. Idź na mój grób i opowiedz mi wszystko to co wieczorem wyszeptała byś mi do kosmatego ucha. Opowiedz o psach, które miały mniej szczęścia niż ja i nie spotkały Ciebie. O psach z Fundacji, tych z którymi teraz na Ciebie czekam i tych które wciąż żyją. Idź niestrudzenie na drugi koniec tęczy - tam obiecywali bogactwo. Twoim bogactwem jesteśmy my, psy. Kochamy Cię, nie płacz. Twój płacz łamie nasze serca. Luna wyje. Aruś skamle i szczeka bez sensu. Żyj, czekamy Na Ciebie.
Maniek.
Wtedy patrzyłem na Ciebie z góry w przenośni, teraz już nie. Siedzę na chmurce i tarzam się złotych liściach. Znowu mogę. Mogę przewrócić się na plecy bez bólu i wyciągnąć łapy w stronę zachodzącego słońca. Jestem wolny. Rozumiesz to?
Nie rozumiesz, ponieważ jesteś spętana łańcuchami tego w co wierzysz. Tego co ci wmawiali.
Żal mi Ciebie. Myślisz i wierzysz w to, że moje życie się skończyło. Ono się zaczęło od nowa. Teraz polega na czekaniu. Czekam aż przyjdziesz tu do mnie, nieważne, że za kilkadziesiąt lat. Żyłem po to abyś umiała kochać. I po to, abyś nauczyła się smutnego prawa życia i śmierci.
Wiem, że kiedy o mnie myślisz prawie nie możesz oddychać, a ból jest tak silny, że myślisz, że nigdy nie minie. Walczysz o każdy oddech. Płaczesz widząc każdą rzecz, która przypomina Ci mnie.
Przestań !! Idź w stronę tęczy. Wyobraź sobie, że znowu możesz spojrzeć w moje oczy. Czy jest w nich smutek?
Nie... Wam ludziom brakuje wyobraźni... Patrzycie tylko na to co jest, nie umiecie spojrzeć w przyszłość. Złóż swoją smutną układankę. Tyle lat razem, tyle bez siebie, ale to nic nie zmieni. Nigdy nie obchodziło mnie to jak wyglądasz, ile masz lat i pieniędzy na koncie. Byłem i jestem psem - żyłem chwilą. Niech moja śmierć czegoś się nauczy - Ty też żyj chwilą. Idź na mój grób i opowiedz mi wszystko to co wieczorem wyszeptała byś mi do kosmatego ucha. Opowiedz o psach, które miały mniej szczęścia niż ja i nie spotkały Ciebie. O psach z Fundacji, tych z którymi teraz na Ciebie czekam i tych które wciąż żyją. Idź niestrudzenie na drugi koniec tęczy - tam obiecywali bogactwo. Twoim bogactwem jesteśmy my, psy. Kochamy Cię, nie płacz. Twój płacz łamie nasze serca. Luna wyje. Aruś skamle i szczeka bez sensu. Żyj, czekamy Na Ciebie.
Maniek.
niedziela, 5 lutego 2017
Teegan - kiedy przyszło pozbierać łapy do kupy i przebiec za Tęczowy Most
Pamiętasz mnie?
Chyba nie bo 22.01.2017 urwał Ci się film.
A ja stoję na tarasie i przykładam łapę do szyby. Przydało by się zdjęcie prawda? Nie zrobię - my duchy, nie mamy aparatów.
Teraz już siedzę na tarasie bo stać mi się odechciało, mimo że ciało znów młode i zdrowie. I nadal trzymam łapę na szycie...
Przyłóż swoją małą dłoń do mojej dużej, kosmatej malamuciej łapy - chociaż by przez szybę.
Znów będziemy razem. W sumie to dalej jesteśmy tylko Ty tego jeszcze nie rozumiesz.
Byłaś najlepszym co mogło zdarzyć się w moim malamucim życiu.
Pamiętasz wszstkie numery, które Ci wyciąłem? Pamiętasz Twoje nerwy i mój stoicki spokój, kiedy znowu stało się coś wg. Ciebie - niemożliwego a wg, mnie - malamuciego?
Zamknij oczy i wyobraź sobie, że latam po plaży - po tej samej, na którą nigdy nie mogłaś mnie dowieźć. Bo dbałaś o mnie i o moje lęki. Teraz nie mam już leków. Więc widzisz jak lecę po tej plaży? Leeeecę a uszy tak mi dyndają, że jakbyś mnie wzięła na wystawę to by Cię śmiechem zabili...
Lecę, kopię, wyję, uciekam ile sił w łapach. Wracam, wpadam Ci w kolana a Ty umierasz ze śmiechu.
Pamiętasz jak to jest śmiać się? Tak szczerze? Chyba nie...
A teraz jesteśmy na dużej górce w zimie, na śniegu. Ty jak jełop zjeżdżasz na kartonie a ja skaczę Ci po głowie - bo ot o chodzi !! Ty śmiejesz się jak kandydatka do domu wariatów a ja wyję jak kandydat do wyjca w karetce. To jest radość. Czysta, niewinna, prosta.
Ja i Ty... Czerp siłę ze wspomnień. Nie chciałem złamać Ci serca. Nie chciałem umierać. Musiałem. Zrozum to. Lub wybacz. Nie dziś i nie jutro, może kiedyś.
Ja wybaczam Ci - cokolwiek byś chciała. Bo tak naprawdę nie mam nic do wybaczenia.
Nie płacz, kiedy po raz kolejny będziesz zbierała moją sierść z Twoich ciemnych ubrań. Nie płacz , kiedy spakujesz mój dobytek i wyślesz go dla psów, które nie miały tyle szczęścia i nie trafiły na Ciebie.
I błagam - nie zapominaj jak kochać. Jak Ty to mówisz? " Ale zaczekaj chwilę" - teraz ja tak powiem, zaczekaj chwilę. Wszystko stało się tak, jak musiało się stać.
Kocham Cię i proszę podejdź do tej cholernej szyby. Połóż dłoń na mojej łapie i obiecuję, że już nigdy nie będzie Ci zimno...
Tee
niedziela, 15 stycznia 2017
Zza schroniskowej furtki – część pierwsza, niestety nie ostatnia
Patrzę w ziemię, nie na Ciebie.
Widzisz? Czy jak zwykle odwrócisz wzrok? Nie powinienem pisać o
tobie dużej litery, nie zasługujesz na to. Jesteś człowiekiem. W
naszym schroniskowo – psim świecie to obelga. Czy teraz, kiedy
jestem za kratą, a cały mój świat to parę metrów kwadratowych
jesteś z siebie dumny?
Może Ty mój były właścicielu?
Nazywałeś tak sam siebie, ale ja nie jestem rzeczą – nie mogę i
nie chcę mieć właściciela. Chcę mieć opiekuna. Ty nie
zasługujesz na to miano.
A może ty pseudo hodowco, który
powołałeś mnie do życia, eksploatując moją matkę do granic
możliwości i aż do śmierci. Umarła wydając na świat mnie i
moje rodzeństwo – ósmy miot w ciągu 4 lat. Sprzedałeś mnie za
400 zł ludziom zbyt nie znającym się na psach, aby zrozumieć, że
nie wyrosnę na rasowego psa. Osobom zbyt głupim, aby wierzyć w
słowa innych, którzy mówili , że nie kupuje się psa za 400 zł z
pseudohodowli. Osobom zbyt ograniczonym, aby dotarło do nich, że
odbiór szczeniaka lecącego przez ręce na wybranej przez
sprzedawcę stacji benzynowej to coś złego. I w końcu osobom zbyt
bezdusznym, aby w ich nowym życiu znalazło się miejsce dla starego
kundla, który miał być rasowym psem.
Przestałem pasować do ich
nowobogackiego domu, mebli, wystroju ogrodu. Przestałem pasować do
nich. Kiedy wywalili mnie z samochodu tylko dzieci płakały. Tacy
ludzie nie powinni mieć dzieci.
Teraz jestem tu. Czy słowo człowiek
brzmi dumnie? Nie wiem. Ja jestem psem.
Jeden człowiek to potwór, który
uderzy, zagłodzi. Inny jawi nam się prawie jak anioł. W momencie
kiedy już nie ma nadziei przychodzi i wyciąga w naszą stronę
delikatną, miękką dłoń. Nie chce uderzyć, chce pogłaskać. A
kiedy widzi, że uchylam się – jak przed ciosem, płacze. Płacze
nad tym co zrobił mi inny człowiek. Płacze z bezsilności i
niemocy, bo ja nie chcę nie nie potrafię już zaufać.
Jeden zniszczy wszystko, inny próbuje
wszystko naprawić. Są rzeczy, których nie da się naprawić. Są
wspomnienia, których nie da się wymazać. Są sytuacje, których
nie da się zapomnieć.
Ktoś kiedyś napisał, że schronisko
to umieralnia psich marzeń. Miał cholerną rację.
Jak długo można czekać na cud? Ile
razy można mieć nadzieję?
Nie wiecie jak to jest, jesteście
panami swojego losu. My jesteśmy od Was zależni. Prosimy. Jeśli
nie możecie nam pomóc, nie krzywdźcie nas. Nie zasłużyliśmy na
to. My także potrafimy płakać i w odróżnieniu od ludzi nie
potrzebujemy do tego widowni, ani poklasku.
Jeśli nie wierzycie, przyjdźcie
kiedyś w nocy pod któreś schronisko. Usłyszycie cichy psi płacz.
Płacz za utraconym domem, nadzieja lub za tym , czego nigdy nie
mieliśmy.
Jeśli kiedyś będziecie chcieli
zobaczyć życie naszymi oczami – odwiedźcie najbliższe
schronisko.
Popatrzcie w oczy szczeniakom, których
matkę zabił samochód lub mróz. Popatrzcie w oczy szczeniakom,
których matkę lub ojca zakatował człowiek.
Popatrzcie w oczy starego, zmęczonego
życiem psa, który 10 lat spał na kanapie a teraz musi walczyć o
parę cm w budzie. Popatrzcie w oczy psu, który wczoraj miał dom, a
dzisiaj mieszka w boksie z 10 innymi psami. Zniknęła „Pani”,
dom i wszystko co znał. Macie jakieś lekarstwo na szczenięcy
płacz, na ukojenie przerażenia psa, na ból samotności?
Możecie wziąć nas do domu i dać nam
rodzinę. Kochamy tak samo jak psy za grube tysiące z hodowli. To
nieprawda, że starego psa nie nauczysz szczekać.
Zatrzymaj się i zastanów przez chwilę
– warto?
poniedziałek, 9 stycznia 2017
Głos psa, który nie ma już nic... umarł
Zamarzłem... Lepiej Ci ? Sumienie milczy. A serce? Nie masz go... Jak będziesz dalej żył? Wiem, że biją Cię po oczach zdjęcia martwego mnie. Ktoś mnie znalazł, niestety za późno. Wywiozłeś mnie za blisko. Boisz się prawda? Że ktoś z rodziny lub sąsiadów mnie rozpozna. Wyrzucasz sobie, że nie odczepiłeś od mojej obroży znaczka z numerem wścieklizny. Pomogę Ci – możesz skłamać, że uciekłem lub zostałem skradziony. Bo pewnie prędzej czy później któraś z pro zwierzęcych organizacji dobierze się do Ciebie... Wybiel się i udawaj, że to nie Twoja wina albo udawaj, że nigdy mnie nie znałeś. Pomyłki zdarzają się wszędzie – także w elektronicznych systemach zapisu szczepień. Pomyłki zdarzają się także w życiu – Ty byłeś moją pomyłką. Pomyłką, za którą zapłaciłem najwyższą cenę – zapłaciłem życiem. Jak to mówią moi nowi kumple koty – tak za Tęczowym Mostem wszyscy żyjemy w zgodzie – nie ogarnąłem kuwety. Nie rozumiałem tego, że nie wysiadasz ze mną z samochodu, a chwilę później odjeżdżasz prawie lądując na drzewie. Cóż – było ślisko. Minus 25 C – wszędzie lód. Czekałem Na Ciebie. Tak jak co dzień. Przecież zawsze wracałeś. Kiedyś musiał być ten pierwszy raz, kiedy nie wrócisz. Teraz to wiem. Warto było? Jak spojrzysz w oczy swoich 4 letnich bliźniaczek i co powiesz im kiedy zapytają Cię, gdzie jest „ich” pies? Znowu skłamiesz... Jeden raz w te czy we wte ? Jaka to różnica? Dla Ciebie żadna. Być może kiedyś , kiedy spojrzysz rano w lustro – ot tak jak co dzień – ono pęknie. Nawet martwa rzecz nie powinna znosić widoku czegoś takiego jak Ty. Nie nazwę Cię kimś. Wyrzuciłeś mnie jak śmiecia, ale to Ty jesteś śmieciem. Bez szacunku dla życia, przyjaźni i czegokolwiek. Żałuję tych wspólnych lat. Wspomnienia wciąż bolą. Jedne bardziej, inne mniej. Byłem domowym psem. Spałem z Tobą w łóżku, nazywałeś mnie przyjacielem. Teraz ja nazywam Cię zdrajcą. Kogo teraz wyrzucisz ze swojego życia? Żonę, dzieci a może rodziców? Całe życie byłem zapatrzony w Ciebie. Ale Ty mnie nie widziałeś prawda? Patrzyłeś na mnie, ale nie widziałeś prawdziwego mnie... Zawiodłeś moje zaufanie, zniszczyłeś moją miłość. Znowu zapytam – warto było? Mnie jest dobrze bo nie ma Ciebie już ze mną... Jestem sam – ale nie jestem samotny. Jeszcze płaczę. Może kiedyś usłyszysz moje wycie. Mam nadzieję, że będzie Cię ono prześladować do końca twoich pustych dni...
sobota, 24 grudnia 2016
Przy okazji Świąt - magia jest wszędzie....
Są takie psy, których się nie
zapomina. Są takie osoby, które zmieniają nasz świat. Są takie
miejsca, w których gości magia. Nie tylko na Święta – na co
dzień.
Są takie miejsca, gdzie każdy pies
złamany przez życie i przez człowieka ma szansę, aby odnaleźć
to co utracił dawno temu. Szansę na to, aby znów stać się psem –
psem, którego obecnie jest cieniem.
Są miejsca , do których chce się
wracać. Miejsca wibrujące spokojem i pozytywną energią. Miejsca,
które sprawiają, że nadzieja, która pozornie umarła, rodzi się
na nowo.
Miejsca i ludzie, którzy mają serce
na dłoni i wyciągają tą dłoń do pokiereszowanych przez życie
łap.
Ludzie, którzy sami nie śpią na
kasie, ale poświęcą każdą złotówkę, choćby mieli wykopać ją
spod ziemi na to, aby pomóc psu. Na to aby go uratować.
Taka utopia w dzisiejszym świecie.
Miejsce, gdzie stoi czas. Tam nie ma
pośpiechu, pogoni za kasą. Nie ma miejsca na nienawiść, złe
emocje. Jest miejsce na psie nieszczęście i na pomoc.
Miejsce, gdzie ktoś nieszczęśliwy
być może odnajdzie szczęście – zanurzając nos w psim futrze i
patrząc w oczy psa, który stracił wszystko. Oczy są zwierciadłem
duszy i często kiedy przyjdzie nam popatrzeć w oczy prawdziwej
psiej samotności ro powinniśmy się zawstydzić.
Co wiemy o tym, jak to jest nie mieć
nic?
Co wiemy o tym, jak to jest, kiedy ktoś
pokaże nam drugą stronę lustra , po czym bez sentymentu wykopuje nas ze swojego
życia?
Co wiemy o smutku, który odbiera chęć na cokolwiek.
Jak to jest błagać psa o to, aby zjadł cokolwiek. Jak to jest –
wytłumaczyć psu który od 5 godzin wyje za poprzednimi opiekunami,
że nie byli warci jego uczucia. Jak wytłumaczyć psu, który
codziennie był bity, że teraz już nic złego go nie spotka, a
ludzka ręka potrafi także głaskać, nie tylko bić. Jak to jest,
walczyć każdy dzień z psimi lękami, wywołanymi przez ludzi.
Oni wiedzą. Wiedzą jak pomagać psom.
Nie tylko dzisiaj, ale także wczoraj, jutro i za rok. Nigdy nie
odmawiają pomocy. A tyle psów dostało dzięki nim szansę na życie
– niekoniecznie nawet lepsze niż miały – na jakiekolwiek. Bo
grunt to dać szansę – trzeba mieć jaja i odwagę.
Magia Świąt – tutaj nie ma na nią
miejsca. Ale tak przy okazji – magia codzienności, z ludźmi,
którzy w każdym psie widzą duszę do uratowania.
Pomagać – czasem to nic nie
kosztuje.
Jednak przychodzi taki dzień –
sentymentalny, jak dziś. Dzień, kiedy pamięta się o psach, od
których się wszystko zaczęło.
Śpij spokojnie Mitsu, Twój prezent
jak co roku będzie pod choinką.
niedziela, 11 grudnia 2016
Misty - po co wszystko było??/
Nazywam się Misty i jestem malamutem.
A może kiedyś byłam?
Oj byłam... Biegałam z wiatrem w
uszach gryząc morskie fale. Wyłam na tylnym siedzeniu Twojego auta,
bo przecież jedziemy za daleko. Śpiewałam jak opętana, kiedy
szykowałeś mi żarełko. Skakałam jak piłka od ping ponga, kiedy
brałeś do ręki smycz – wiedziałam, że idziemy na spacer.
Udając, że mnie nie ma wpychałam się pod koc, kiedy ucinałeś
sobie popołudniową drzemkę. Kradłam kotlety z blatu. Z pasją
godną lepszej sprawy żułam sznurówki od Twoich butów.
Udawałam, że nigdy mnie nie było w
miejscu, w którym zostało skradzione z Twoje jedzenie...
Kochałam Ciebie, a Ty kochałeś mnie.
Zaakceptowałam Twoją żonę, mimo
tego, że nie przepadała za psami.
Poznałam Twoje dzieci, które
pokochałam jak własne. Uczyły się chodzić,chwytając za moją
sierść i uszy. Podczas awantur o moją sierść na dywanie i koszty
moich szczepień starałam się zniknąć.
Wiedziałam, że zawsze staniesz po
mojej stronie. Po ciężkim dniu zabierałeś mnie na spacer. Długi
i intensywny – abyśmy oboje mogli zapomnieć. Udawało się. Ja
tarzałam się w liściach, a Ty się śmiałeś. Wciąż pamiętam
ten śmiech – teraz w snach.
Później wyjechałeś – podobno za
chlebem. Zabrałeś całą rodzinę. Całą, z wyjątkiem mnie.
Nigdy nie byłam Twoją rodziną, prawda? Ty byłeś moją. Innej nie
miałam i nie chcę.
Kiedyś spałam, przykryta kołderką
Twojej miłości, teraz śpię przykryta kołderką śniegu.
Zostawiłeś mnie – jak mogłeś?
Mówiłeś, że po mnie wrócisz.
Czekałam tyle lat...
Nie wrócisz, prawda?
Lata życia na uwięzi przy budzie
zbierają swoje żniwo.
Coraz trudniej jest mi się podnieść,
coraz trudniej znieść razy, które spadają na moją głowę.
Oddałeś mnie do dobrego domu. Dom był
dobry według Ciebie – bo chciał mnie wziąć. Niby Twoja rodzina.
To nie jest dom – to piekło. A ja
żałuję, że nie uśpiłeś mnie wtedy, kiedy jeszcze miałeś
jakąkolwiek władzę nam moim życiem.
Czy wiesz jak to jest pokazać komuś
kawałek nieba, a później skazać go na gehennę?
Gdybyś wysłał mnie do psiego domu
starców czy do schroniska – może bym zrozumiała.
Ale dlaczego skazałeś mnie na los
gorszy od piekła?
Nie chcę tu być. Nie chcę być bita
za każdy ruch, wycie, krzywe spojrzenie.
Nie zasłużyłam na to.
Miałam być królową – malamucia
królową. Zrobiłeś ze mnie malamucią żebraczkę...
Po raz kolejny pytam, jak mogłeś? Nie
potrafisz kochać...
Ja potrafię i wciąż kocham Ciebie.
Znowu idą Święta. A ja w mojej
budzie, na mojej uwięzi popatrzę na Wasze szczęście przez szybę.
Tak, przyjeżdżasz na Święta. Jednak
ja jestem poza strefą Twoich zainteresowań. Wy będziecie się
dzielić opłatkiem przy choince, a ja będę zamarzać przy
budzie... Jakieto chrześcijańskie...Tak, bracia mniejsi...
Jak mogłeś? Złamałeś moje
malamucie serce.
Warto było?
Pozwól mi odejść, nie chcę już żyć
z Tobą ani z Twoją rodziną.
Zawiodłeś mnie.
Popełniać błędy jest rzeczą
ludzką, wybaczać psią.
Wybaczam, tylko pozwól mi odejść
wtorek, 8 listopada 2016
Norek - błagamy o dom, chociażby tymczasowy....
Nazywam się Norek, ale czy to coś
znaczy dla mnie lub dla Ciebie?
Urodziłem się ok. 10 lat temu. Mówią,
że jestem seniorem.
To także nic dla mnie nie znaczy, nie
rozumiem znaczenia tych słów.
Pamiętam jeszcze dawne czasy – te
dobre czasy, kiedy byłem szczeniakiem.
Razem z rodzeństwem biegaliśmy wesoło
naokoło naszej mamy. Mama nie mogła biegać z nami, miała na szyi
łańcuch.
Podobno nasze pojawienie się na
świecie było wypadkiem przy pracy... Zwał jak zwał. Mama mówiła,
że takich wypadków było więcej. Kiedy przyszliśmy na świat
miała 10 lat.
10 lat, 18 cieczek x 8 szczeniaków.
Miałem 143 braci i sióstr.
Przyrodnich.
Co się z nimi stało?
Część zmarła kilka lub kilkanaście
tygodni po urodzeniu. Część została utopiona, część uśpiona.
Część znalazła nowe miejsca – podobno mają się świetnie.
Kojec 2x 2 na 8 więcięcj lat. A może łańcuch i wejście do
stodoły. W misce chleb z mlekiem i resztki. A moje siostry co rok
rodzą moich siostrzeńców. Moi siostrzeńcy powielają los moich
sióstr i braci. A moi bracia? Taki sam los.
Co z ich dziećmi?? Byliśmy taką małą
rodziną. I nadal jesteśmy. Z setek pozostały nawet nie dziesiątki,
reszta nie żyje.
Szczeniaki z miotów zimowych miały
pecha – były za małe aby przeżyć mrozy w rozpadającej się
budzie, z matką, która nie miała czym ich karmić.
Czy na pewno miały pecha? Czasami
myślę, że miały szczęście – nie cierpią już...
Kiedy miałem 3 mce pojechałem do
nowego „domu”, przecież gospodarz musi mieć psa.
Dowiedziałem się jak czuła się mama
– na powitanie zapięto mi łańcuch na szyję i przydzielono
miejsce w stodole, gdzie mogłem chociaż trochę się ogrzać w
bardzo zimne noce.
Dorastałem. Mimo, że nie znałem
innego życia , nie godziłem się z tym ,którym przyszło mi żyć.
Uciekałem. W końcu założono mi
ciasną obrożę, która została na długo. Ja rosłem, ona nie.
Mam blizny na szyi, chyba nigdy nie
odrośnie mi sierść.
Rany po obroży, która wrosła mi w
skórę. Rany po ludzkiej bezduszności i okrucieństwie.
Uratowano mnie. Tylko po co?
Obecnie mieszkam w schronisku.
Gdyby nie inne psy, które miały
kiedyś dom i opowiadały mi o tym , byłbym święcie przekonany, że
to najlepsze miejsce na świecie.
Ale od towarzyszy mej niedoli wiem, że
może być inaczej.
Długo walczyłem. Biegłem do kraty na
widok odwiedzających.
Machałem ogonem, lizałem po rękach.
Po co mi to było? Z każdym odchodzącym człowiekiem znikał
kawałek mojego serca.
Teraz nie mam już nic. Jestem chory.
Miałem ropnia w gardle. Schudłem, nie mogłem jeść.
Uratowali mnie.
Po co?
Może to właśnie Ty każesz im
przestać. Proszę, przemów im do rozsądku, bo myślą tylko
sercem. Ja nie mam już siły, chcę odpocząć.
Nie chcę oglądać świata zza krat.
Chciałem być kochany, nie zostało mi
to dane.
Jestem starym, zmęczonym psem. Nie mam
już siły. Nie mam dla kogo żyć.
Wiesz jak to jest, zrezygnować?
Mimo wszystko wciąż mam wątłą
nadzieję – robię do dla nich, aby nie musieli powiększać
cmentarzyska straconych nadziei i bezsensownych marzeń.
Proszę – to moje ostatnie wołanie.
Pokaż mi czym jest dom, odpłacę jak
będę umiał.
Znam ciemną stronę życia.
Chcę poznać jasną.
Czy to tak wiele?
Kochał bym z całych psich, gdybym
tylko miał kogo...
… Norek
Norek od 2 lat czeka na DOM w
schronisku w Racławicach koło Miechowa.
Jest psiakiem średniej wielkości ok.
20 kg. Kochanym , spokojnym bezproblemowym.
Czeka tylko, aż komuś mocniej zabije
serce.
Czy umrze bezdomny?
Kontakt:
Iwona 793993779
środa, 2 listopada 2016
Quini kiedy za późno na pomoc i nawet czas nie poskłada złamanego serca
"Psy
które wyszły na wieczny spacer
cierpliwi towarzysze dziecinnych zabaw
dyskretni świadkowie pierwszych pocałunków
piastunki naszych dzieci
psy
o tyle od nas mniej skomplikowane
że rozumiały co to wierność
która jest dla nas abstrakcyjnym rzeczownikiem
odmienianym przez losowe przypadki
psy
zazdrosne ale nie zawistne
które umiały patrzeć prosto w oczy
naszej samotności
urodzeni komicy z pantoflem w pysku
psy
które nie przyjdą już na zawołanie."
Dzisiaj ja patrze w oczy Twojej samotności. Wybrałaś mi idealne imię - ironiczne i prawdziwe.
Stałam się królową Twojej straconej nadziei, bezbrzeżnego smutku i wyrzutów sumienia.
Nie tak miało być...
Tak bardzo chciałam Ci zaufać. Proszę, uwierz mi, nie było łatwo.
Nie było łatwo uwierzyć, że Twoja delikatna dłoń głaszcze i daje ukojenie, nie bije.
Walczyłam. Naprawdę walczyłam, jak nigdy wcześniej.
W końcu miałam po co żyć. Miałam jakiś cel - Twoje szczęście.
Kochałaś mnie, prawda? I nadal kochasz. Wiem, że została bym u Ciebie na zawsze.
Tylko ja i Ty, no może jeszcze Maniek.
Jak w moich haszczych snach. Błękitne morze, niebo i moje oczy.
Nie zapominaj, lecz wybacz.
Wybacz mi, że umarłam.
Nie miałam wyboru - tak miało być.
Nie płacz. A jeśli musisz płakać poczuj, że ja ocieram Twoje łzy. Niewarto. Dałaś mi coś czego nigdy nie miałam - miłość.
Dziękuję za to, będę zawsze pamiętać.
Nie proszę, żebyś zapomniała.
Proszę żebyś wybaczyła - sobie i mnie.
Ni realizuj swojego skrytego planu, w którym nie ma miejsca na ludzkie cierpienie. Pamięta, że ma być miejsce na psie szczęście.
Tak miało być i niech tak będzie.
Nie odpuszczaj - kochaj. Masz pojemne serce.
Kochaj kolejnego psa, nie szukaj mnie. Nigdy mnie nie znajdziesz, ale kiedyś się spotkamy.
A ja zerwę się w szaleńczym pędzie na Twój widok.
Bo Ty jedna dałaś mi coś, o czym nie potrafię i nie chcę zapomnieć. Dałaś mi wszystko co miałaś - siebie.
Nie mogłam odwdzięczyć się tym samym, ale pamiętaj, dałaś mi szansę, nigdy tego nie zapomnę.
Pomagaj, jeśli nie dla siebie to dla mnie.
A kiedyś znów pójdziemy na spacer i posklejam Twoje złamane serce.
Musisz poczekać, ja też czekałam.
To co najważniejsze, jest niewidoczne dla oczu... Nie widzisz mnie ale wciąż pamiętasz.
Nie zapomnij, zawsze będę Cię kochać.
Dziękuję.
Wybacz mi...
czwartek, 6 października 2016
Izzzz - dawno temu nad morzem
Nie ma nic piękniejszego niż jesień
nad morzem.
Delikatna morska bryza, która pieści
malamucią sierść.
Pies leżący na plaży i tarzający
się w piasku. Bo przecież o to chodzi- o to by być szczęśliwym,
brudnym od piasku malamutem. O to, aby biegać i gonić fale. Wyć ot
tak – po prostu, bo wolno.
Czuć wiatr w uszach i latać jak
szatan. Wpadać z całą siłą malamuciego cielska w ukochane
kolana. Jęczeć, śpiewać, wymuszać.
To w końcu wakacje- hulaj dusza,
piekła nie ma.
Żulić grillowaną rybę, kupioną w
ostatniej czynnej nadmorskiej budce.
Zostawiać na teraz już ciężkim i
mokrym piasku odciski malamucich łap.
Oszczekiwać małe psy, ciągnąć do
dzieci, które mają w ręku coś do jedzenia.
Zostawiać futro na Twoim ubraniu.
Spać na Tobie, tak , abyś prawie nie
mogła oddychać- ale jest jesień, będzie Ci ciepło.
Włączać syrenę alarmową około
godziny przed posiłkiem- abyś nie zapomniała.
W najzimniejszy wieczór włoić się
do łóżka i przyciskać lodowaty nos do brzucha- bo jest mi zimno,
nieważne, że mam sierść :)
Obślinić wszystko, co można-
przecież to moje.
Patrzeć w Twoje oczy- widzieć
radość, taką prawdziwą , dzieloną ze mną.
Radość z tego że jesteśmy razem. Tu
i teraz. Bo czego więcej możemy chcieć.
Jesteśmy szczęśliwe- Ty i ja. Ty po
ludzku, ja po malamuciemu.
To było by takie piękne, gdyby nie to
, że ja umarłam , a Ty wciąż żyjesz.
W moim malamucim śnie pojechałyśmy
nad morze. Ja biegałam po plaży, podążając, jak zwykle za Tobą.
Znowu miałam siłę i chęć. Siłę do tego , żeby biegać i chęć
do tego żeby walczyć.
A później wszystko umarło- tak jak
ja.
Nie płacz, zamknij oczy i śnij.
Śnij o o tym, że jesteśmy razem na
morzem.
Ja kopię w piasku w Twoją stronę, a
Ty jesteś strasznie brudna- czy teraz wiesz jak być malamutem?
Niewiele nam trzeba do szczęścia-
człowieka, miejsca w domu i miłości
Bo my mamy serce na łapie. Wystarczy
dać nam szansę.
Moje serce należy do Ciebie.
Nie płacz, w niebie też jest morze.
Pójdziemy kiedyś na spacer po plaży, spacer, o którym zawsze
marzyłaś. Wtedy Twój uśmiech znów będzie szczery- jak przed
laty, kiedy stąpałam jeszcze po ziemi.
Nie płacz. Kochaj mnie. Tak jakbym
nigdy nie odeszła.
A później odbijemy malamucią łapę
i ludzką rękę na piasku.
Zmyje je przypływ- z plaży. Nigdy z
naszych serc.
Izzzz
środa, 21 września 2016
Mała Mi - jak to jest, kiedy życie na prawdę odwróci się tyłem
Jestem Mi. Mała Mi.
Tak mnie nazwali.
Pamiętasz mnie jeszcze?
Pamiętasz, kiedy byłam słodką, puchatą kulką, którą trzymałeś pod kurtką i tuliłeś, kiedy tylko wydałam jakiś dźwięk?
Pamiętasz, jak marzyłeś o psie Północy?
Twoje marzenia się spełniły, moje umarły.
Mieliśmy być razem- na zawsze. Jak kochałam Ciebie, a Ty mnie. Nic nie miało tego zmienić.
Co się stało? Dorosłam? A może zrobiłam coś złego?
Proszę powiedz, dlaczego ?
Dlaczego kochałeś mnie tyle lat, a później Twoja miłość zgasła ot tak, jak płomień zdmuchniętej przypadkiem świecy.
Nie zasłużyłam na los, który mi zgotowałeś.
Zapomniałeś o tym, że urodziłam się psem Północy- psem którego od tak dawna chciałeś, psem o którym marzyłeś.
Nie urodziłam się po to, aby spełniać Twoje zachcianki, nie urodziłam się po to abyś mógł odstawić mnie na półkę jak niepotrzebną rzecz. Byłam i jestem, czuję i kocham. Kocham Ciebie- wciąż i nadal, ale czy było warto.
Kocham wolność i ludzi. A może kiedyś kochałam. Zanim przypiąłeś mnie na łańcuch i pokazałeś mi co potrafi człowiek. Zanim stałam się niepotrzebna. Kiedyś byliśmy tylko ja i Ty. Bez pytań, żądań i bez odpowiedzi.
Może to był mój błąd. Założyłeś rodzinę, w której nie było dla mnie miejsca.
Gdybyś miał serce to pewnie by Ci pękło- zupełnie jak moje.
Nie potrafię zaufać ludziom. Cieszę się na ich widok. Skaczę, wtulam się, ale wciąż pamiętam.
Co ja takiego zrobiłam. Dostałam wilczy bilet z Twojego łóżka wprost do zimnej budy.
Później były przypadkowe osoby, sznurek na którym mnie ciągnięto.
Wiesz, że do dzisiaj panicznie boję się jakiejkolwiek uwięzi?
To Twoja wina.
Po tym , jak mnie zostawiłeś, zjawiła się ona. W panicznym strachu zrobiłam jej krzywdę- wybaczyła mi. A podobno wybaczać jest rzeczą psią, nie ludzką.
Wiesz co, nie kocham jej, mimo że dała mi wszystko co miała.
Nie kocham jej- boję się.
Bo jeśli ona jest taka jak Ty?
Teraz kocha, a zaraz wyrzuci.
Boję się.
Nie chcę do Ciebie wrócić. Nic dla Ciebie nie znaczę.
Ale mam nadzieję, że kiedyś ktoś napisze do Ciebie:
"Adoptowałem Twojego psa"
i później nic dla Ciebie nie będzie takie samo jak kiedyś/
Boli? Wiem, byłam tam.
Pozwól mi odejść. Podobno nie warto pamiętać o tym co złe..
Więc zapominam o Tobie..
Mała mi słodka, skrzywdzona hasiorka:
Kontakt ws.adopcji:
886 830 758
Tak mnie nazwali.
Pamiętasz mnie jeszcze?
Pamiętasz, kiedy byłam słodką, puchatą kulką, którą trzymałeś pod kurtką i tuliłeś, kiedy tylko wydałam jakiś dźwięk?
Pamiętasz, jak marzyłeś o psie Północy?
Twoje marzenia się spełniły, moje umarły.
Mieliśmy być razem- na zawsze. Jak kochałam Ciebie, a Ty mnie. Nic nie miało tego zmienić.
Co się stało? Dorosłam? A może zrobiłam coś złego?
Proszę powiedz, dlaczego ?
Dlaczego kochałeś mnie tyle lat, a później Twoja miłość zgasła ot tak, jak płomień zdmuchniętej przypadkiem świecy.
Nie zasłużyłam na los, który mi zgotowałeś.
Zapomniałeś o tym, że urodziłam się psem Północy- psem którego od tak dawna chciałeś, psem o którym marzyłeś.
Nie urodziłam się po to, aby spełniać Twoje zachcianki, nie urodziłam się po to abyś mógł odstawić mnie na półkę jak niepotrzebną rzecz. Byłam i jestem, czuję i kocham. Kocham Ciebie- wciąż i nadal, ale czy było warto.
Kocham wolność i ludzi. A może kiedyś kochałam. Zanim przypiąłeś mnie na łańcuch i pokazałeś mi co potrafi człowiek. Zanim stałam się niepotrzebna. Kiedyś byliśmy tylko ja i Ty. Bez pytań, żądań i bez odpowiedzi.
Może to był mój błąd. Założyłeś rodzinę, w której nie było dla mnie miejsca.
Gdybyś miał serce to pewnie by Ci pękło- zupełnie jak moje.
Nie potrafię zaufać ludziom. Cieszę się na ich widok. Skaczę, wtulam się, ale wciąż pamiętam.
Co ja takiego zrobiłam. Dostałam wilczy bilet z Twojego łóżka wprost do zimnej budy.
Później były przypadkowe osoby, sznurek na którym mnie ciągnięto.
Wiesz, że do dzisiaj panicznie boję się jakiejkolwiek uwięzi?
To Twoja wina.
Po tym , jak mnie zostawiłeś, zjawiła się ona. W panicznym strachu zrobiłam jej krzywdę- wybaczyła mi. A podobno wybaczać jest rzeczą psią, nie ludzką.
Wiesz co, nie kocham jej, mimo że dała mi wszystko co miała.
Nie kocham jej- boję się.
Bo jeśli ona jest taka jak Ty?
Teraz kocha, a zaraz wyrzuci.
Boję się.
Nie chcę do Ciebie wrócić. Nic dla Ciebie nie znaczę.
Ale mam nadzieję, że kiedyś ktoś napisze do Ciebie:
"Adoptowałem Twojego psa"
i później nic dla Ciebie nie będzie takie samo jak kiedyś/
Boli? Wiem, byłam tam.
Pozwól mi odejść. Podobno nie warto pamiętać o tym co złe..
Więc zapominam o Tobie..
Mała mi słodka, skrzywdzona hasiorka:
Kontakt ws.adopcji:
886 830 758
wtorek, 16 sierpnia 2016
Alf i Berni w akcji- wakacje na niby
- Beeeeeeeeeeeeeeeerniiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiii !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
- Czego znowu staruchu??? Siedź se na tej swojej chmurce i daj mi spać !!!!!!!!!!!!!
- Beeeeeeeeeeerrrrrrrrrrrrrrrrrrrrniiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiii- Alf nie poddawał się łatwo.
- Ja pierniczę Alf , Tobie to nawet tamten świat nie pomógł. Drzesz się jak stary koc w hotelowej budzie !!!!!!!!!!!!!!!!!
- Berrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrnnnnnnnnnnnnniiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiii?
- COOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOO?
- Nic, sprawdzam łączność- Alf był bardzo rad ze swego najnowszego dowcipu.
- Bez kitu, ileż można? Ja tu leżę i ważną misję odbywam, dobytku pilnuję, a mi mi ogon zawracasz. Pewnie masz jakieś ploty? - Berni niby nie zainteresowany, spoglądał wciąż niepewnie w górę ( w końcu to dopiero druga rozmowa, odkąd Alf zniknął za Tęczowym Mostem).
- Ano pewnie że ploty mam. Widzisz tę dziunię ze zdjęcia?
- No pewnie że widzę, to że stary jestem i okularami bym nie pogardził nie znaczy, że dobrej dziuni nie zobaczę- Berni szybko odzyskał swój " polot".- Jak jej jest?
- Chyba jak jej było- " Dzidka"...- Alf powoli wczuwał się w klimat kolejnej historii.
- Ale że jak to było? Ładna ten tego, siedzi se i ... czuję że będzie ciąg dalszy...
- Ano będzie jak zwykle. Miała chatę- wiesz jak Angelo, Alex i kto to tam był jeszcze na A? A tak jak Axel miał mieć. No ale jak zwykle nie wyszło.
- Jak nie wyszło- miała czy nie miała- o co Tobie chodzi? - Berni jak zwykle nie ogarniał, potrzebował chwili.
- No ślepy jesteś. Przy drodze siedzi.
- No siedzi se i co?
- Nie kumasz rili? Miała chatę a teraz siedzi przy drodze...
- A bo ja raz przy drodze siedziałem jak mi się chodzić odechciało...
- Berni chłopie, jej się nie odechciało. Jej "rodzina" pojechała na wakacje. Po drodze zostawili Dzidkę przy drodze. Wiesz żeby nie było francja - elegancja. Markowa smycz, szeleczki, nawet jej wodę zostawili i trochę chrupek. Patrz- miłosierni.
- Te Alf ale jak to ją zostawili? Gdzieś na przechowanie czy co?- Berni mimo tego, że widział wiele, wciąż nie mógł uwierzyć, że człowiek potrafi tak postąpić.
- No adresówkę nawet miała, tylko, że ułamaną- żeby ich nikt nie namierzył. Berni weź się chłopie ogarnij - jak na przechowanie przy ruchliwej drodze???????????/
- Biedna ta Dzidka, my to przynajmniej od początku mieliśmy źle. Ale ona? Jakie było jej życie?
- Nie niezłe. Spacerki, mizianki, kanapa, najlepsze żarcie. Wiesz nie ma to tamto- ona RASOWA była.
- No i? Niby taka rasowa a teraz siedzi przy drodze.
- No już nie siedzi...
- Dobre Alf, aż taki tępy nie jestem. Czaję, że nie siedzi, pewnie se poszła gdzieś tam- żarcia szukać- Berni jak zwykle miał w głowie prawie tylko jedno.
- No poszła ale nie za żarciem.
- Czyli, że gdzie jest?
- No tutaj koło mnie na chmurce. Umarła.
- Ale jak to umarła tak od razu ?? Młoda była. Nie ogarniam - Alf weź przestań.
- No umarła- serce jej pękło. 3 miesiące siedziała w tym samym miejscu, na tej drodze, na której ją wywalili. Cały czas patrzyła w tę jedną stronę- tam gdzie zniknęli . Wierzyła w to, że wrócą. Wkrótce zaczęła zwracać na siebie uwagę. Przychodzili ludzie. Dawali jej jeść, głaskali. Ale ona nie chciała, czasem coś skubnęła. W końcu nawet napisali o niej w gazecie- podobno stała się miejscowym znakiem psiej wierności. Nawet dom jej znaleźli. Ale nie doczekała. Umarła. 3 miesiące siedziała przy tej drodze, czasami poruszała się poboczem jak duch. I nagle, mimo tygodni doświadczeń i obserwacji weszła prosto pod samochód.
- Alf Ty znowu masz dla nie te straszne historie. Nie chcę tego słuchać- wiesz, że nie chcę. Już tyle słyszałem i widziałem. Czy wiesz dlaczego ona to zrobiła?
- Tak wiem. Powiedziała, że nie da sobie złamać serca po raz kolejny- to podobno gorsze niż śmierć.
- Alf jakie podobno? My też tam byliśmy.
- Nie, Berni, nas złamano raz i gdyby miał wybór dokonał bym takiego samego jak Dzidka...
- Czego znowu staruchu??? Siedź se na tej swojej chmurce i daj mi spać !!!!!!!!!!!!!
- Beeeeeeeeeeerrrrrrrrrrrrrrrrrrrrniiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiii- Alf nie poddawał się łatwo.
- Ja pierniczę Alf , Tobie to nawet tamten świat nie pomógł. Drzesz się jak stary koc w hotelowej budzie !!!!!!!!!!!!!!!!!
- Berrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrnnnnnnnnnnnnniiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiii?
- COOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOO?
- Nic, sprawdzam łączność- Alf był bardzo rad ze swego najnowszego dowcipu.
- Bez kitu, ileż można? Ja tu leżę i ważną misję odbywam, dobytku pilnuję, a mi mi ogon zawracasz. Pewnie masz jakieś ploty? - Berni niby nie zainteresowany, spoglądał wciąż niepewnie w górę ( w końcu to dopiero druga rozmowa, odkąd Alf zniknął za Tęczowym Mostem).
- Ano pewnie że ploty mam. Widzisz tę dziunię ze zdjęcia?
- No pewnie że widzę, to że stary jestem i okularami bym nie pogardził nie znaczy, że dobrej dziuni nie zobaczę- Berni szybko odzyskał swój " polot".- Jak jej jest?
- Chyba jak jej było- " Dzidka"...- Alf powoli wczuwał się w klimat kolejnej historii.
- Ale że jak to było? Ładna ten tego, siedzi se i ... czuję że będzie ciąg dalszy...
- Ano będzie jak zwykle. Miała chatę- wiesz jak Angelo, Alex i kto to tam był jeszcze na A? A tak jak Axel miał mieć. No ale jak zwykle nie wyszło.
- Jak nie wyszło- miała czy nie miała- o co Tobie chodzi? - Berni jak zwykle nie ogarniał, potrzebował chwili.
- No ślepy jesteś. Przy drodze siedzi.
- No siedzi se i co?
- Nie kumasz rili? Miała chatę a teraz siedzi przy drodze...
- A bo ja raz przy drodze siedziałem jak mi się chodzić odechciało...
- Berni chłopie, jej się nie odechciało. Jej "rodzina" pojechała na wakacje. Po drodze zostawili Dzidkę przy drodze. Wiesz żeby nie było francja - elegancja. Markowa smycz, szeleczki, nawet jej wodę zostawili i trochę chrupek. Patrz- miłosierni.
- Te Alf ale jak to ją zostawili? Gdzieś na przechowanie czy co?- Berni mimo tego, że widział wiele, wciąż nie mógł uwierzyć, że człowiek potrafi tak postąpić.
- No adresówkę nawet miała, tylko, że ułamaną- żeby ich nikt nie namierzył. Berni weź się chłopie ogarnij - jak na przechowanie przy ruchliwej drodze???????????/
- Biedna ta Dzidka, my to przynajmniej od początku mieliśmy źle. Ale ona? Jakie było jej życie?
- Nie niezłe. Spacerki, mizianki, kanapa, najlepsze żarcie. Wiesz nie ma to tamto- ona RASOWA była.
- No i? Niby taka rasowa a teraz siedzi przy drodze.
- No już nie siedzi...
- Dobre Alf, aż taki tępy nie jestem. Czaję, że nie siedzi, pewnie se poszła gdzieś tam- żarcia szukać- Berni jak zwykle miał w głowie prawie tylko jedno.
- No poszła ale nie za żarciem.
- Czyli, że gdzie jest?
- No tutaj koło mnie na chmurce. Umarła.
- Ale jak to umarła tak od razu ?? Młoda była. Nie ogarniam - Alf weź przestań.
- No umarła- serce jej pękło. 3 miesiące siedziała w tym samym miejscu, na tej drodze, na której ją wywalili. Cały czas patrzyła w tę jedną stronę- tam gdzie zniknęli . Wierzyła w to, że wrócą. Wkrótce zaczęła zwracać na siebie uwagę. Przychodzili ludzie. Dawali jej jeść, głaskali. Ale ona nie chciała, czasem coś skubnęła. W końcu nawet napisali o niej w gazecie- podobno stała się miejscowym znakiem psiej wierności. Nawet dom jej znaleźli. Ale nie doczekała. Umarła. 3 miesiące siedziała przy tej drodze, czasami poruszała się poboczem jak duch. I nagle, mimo tygodni doświadczeń i obserwacji weszła prosto pod samochód.
- Alf Ty znowu masz dla nie te straszne historie. Nie chcę tego słuchać- wiesz, że nie chcę. Już tyle słyszałem i widziałem. Czy wiesz dlaczego ona to zrobiła?
- Tak wiem. Powiedziała, że nie da sobie złamać serca po raz kolejny- to podobno gorsze niż śmierć.
- Alf jakie podobno? My też tam byliśmy.
- Nie, Berni, nas złamano raz i gdyby miał wybór dokonał bym takiego samego jak Dzidka...
wtorek, 9 sierpnia 2016
Po prostu Sara
Powyższe zdjęcie nie ukazuje prawdziwej Sary - pokazuje Sarę, stateczną, zamyśloną, trochę smutną. To zdjęcie było wypadkiem przy pracy. Sara była inna- pełna życia, jak żywe srebro pojawiała się wszędzie, Wiecznie uśmiechnięta, zadowolona, gotowa do psot. Zakochana w ludziach- po psiemu i na maxa. Wystarczyło na nią spojrzeć, a ona już umierała z radości. Głośna Sara , która tyle lat potrafiła domagać się swojego. Poznaliśmy jej różne oblicza. Sara szalona- której wystarczyło jedno słowo, aby rzuciła się w wir zabawy, radości i szału. Sara pocieszycielka - która w cięższych chwilach robiła wszystko, aby wywołać uśmiech na twarzy opiekunki. Sara Wariatka- która tak dawała w "pióro" za bachora, że często opadały ręce. I w końcu Sara nauczycielka- pies, który pokazał innym, oszukanym przez życie i ludzi psom, jak być szczęśliwym psem. Bez sprzeciwu przyjęła do własnego domu 2 rottki, jednego po drugim. Pokazała im bezbłędnie jak być niegrzecznym psem. Z chirurgiczną precyzją uświadomiła czego robić nie wolno,- ku uciesze psów i rozpaczy ludzi. Nauczyła kochać- bezinteresownie i mocno- po psiemu. Nauczyła, że życie potrafi dawać radość. Pokazała, że we dwójkę, w trójkę czy w czwórkę w psio ludzkiej rodzinie może być normalnie. Odchowała szczeniaki. - nie swoje. Bezdomne, wyrzucone. Dała przykład i psom i ludziom. Przykład na to , że można bezinteresownie pomóc i kochać. Sara była psem, przy którym nie można było się nudzić. Psem, który samym swoim byciem, obecnością i uśmiechem sprawiał, że zza chmur wyglądało słońce.
Sara - ruda strzałą, która biegła nawet wtedy, kiedy stała.
Sara która witała gości z wszystkimi zębami na wierzchu- uśmiechała się całą sobą. Bo oprócz uśmiechu towarzyszył nam merdający w szaleńczym tempie ogon, głośne szczekanie- " mamo, mamo goście do MNIE przyjechali, wpuść ich".
Sara, która umarła- tak miała dobre życie.
Lepszego żaden pies mieć nie może.
Ale czy to coś zmienia? Czy ten fakt poskleja złamane serca opiekunów?
Nie... Sary już nie ma. Siedzi sobie na chmurce razem z Puckiem i rudą, przedsiębiorczą łapą wciąż wskazuje kolejne psy, którym pomagamy.
Znów się uśmiecha- po swojemu. Bo wie, że nigdy nie zostanie zapomniana. Wie, że sama tyle razy przyłożyła łapę do pomocy.
A za wiele lat to właśnie ona zewie się do szaleńczego biegu za Tęczowym Mostem, aby przywitać ukochaną opiekunkę, którą tak dawno pożegnała i o której nigdy nie udało jej się zapomnieć.
" Ja wciąż czuwam, jestem i patrzę na Ciebie,
Nie płacz, tak musiało się stać,
nadal Cię kocham, tak samo mocno jak Ty mnie,
poczekaj i kochaj kolejnego psa"
Sara...
piątek, 17 czerwca 2016
Kuki czy to czas aby powiedzieć " żegnaj" ?
Nie płacz.
Popatrz na mnie. Teraz widzę Cie jakby za szybą.
Odgrodziłaś się ode mnie ścianą smutku i żalu.
Ja wciąż tu jestem. Przykładam łapę do szyby w nadziei , że położysz na niej swoją dłoń.
Zrozum- nasza miłość nigdy nie umrze. Jest wieczna, ponadczasowa.
Ja kocham Ciebie, Ty kochasz mnie. To proste. Ktoś zdecydował za nas- psie życie krótsze jest od ludzkiego.
Nie płacz. Znowu widzę jak płaczesz. Moje serce pęka na milion kawałków. Nie rozumiesz? Zawsze będziemy razem - nic nas nie rozdzieli, dopóki będziesz o mnie pamiętać.
Kiedy nadejdzie mój czas, będziesz musiała pozwolić mi odejść.
Walczyłem z całych sił- dla Ciebie. Wciąż walczę. Boję się co zrobisz ze swoim życiem, kiedy odejdę.
Pamiętasz schroniskowe kraty i moją łapę wyciągniętą w stronę ludzi.
Tylko Ty miałaś tyle odwagi,żeby przyjąć tą łapę, zabrać ją do domu razem ze mną i pokochać.
Dałaś mi wszystko. Dziękuję Ci za to. Nie mógłbym mieć lepszej opiekunki.
Zapomnij o tym co boli i pozwól, aby wszystko toczyło się swoim torem. Nie walcz z losem.
Ja mam wyrok. Ty o Tym wiesz, tylko wszystko protestuje w Tobie przeciwko temu, że ,mnie już nie będzie.
Będę. Zawsze będę z Tobą. Dałaś mi dom i miłość- dałaś mi to czego nie dał mi nikt inny.
Umieram, pogódź się z tym. Ja się pogodziłem.
Nic nie boli mnie tak, jak Twoje łzy, które spływają po moim pysku.
Zrobię wszystko, aby zostać z Tobą dłużej.
Ty tego nie wiesz- ja wiem. Kiedyś znowu się spotkamy. Ja skoczę na Ciebie a Ty wtulisz twarz w moją sierść i poczujesz się tak, jakbym odszedł z Twojego życia zaledwie wczoraj a nie wiele lat temu.
Daj szansę- sobie i mnie. Sobie by pogodzić się z żalem, a mnie na to aby odejść.
To mój czas, może nie dziś, może jutro lub za miesiąc.
Nie płacz, nigdy nie przestanę Cię kochać.
Po prostu nie patrz na mnie zza tej cholernej szyby.
Jestem Twoim najlepszym przyjacielem. Bądź ze mną tu na ziemi. Ja przywitam Cię za Tęczowym Mostem.
Kuki -dla Klaudii
sobota, 23 kwietnia 2016
Saba , która odeszła
Nazywam się Saba i właśnie umarłam.
Miałam dobre życie. Miałam cudowne życie. Urodziłam się w pseudohodowli.
Do nowego domu trafiłam w wieku 5 tygodni.
Moi opiekunowie dali radę. Wyrosłam na zdrowego i silnego psa.
Bardzo ich kochałam. Jednak każda miłość kiedyś się kończy. Nasza skończyła się dzisiaj.
Nie potrafiłam już dłużej walczyć, mimo, że bardzo się starałam. Starałam się dla niej. Wiedziałam, że Ona zapłaci za to najwyższą cenę. Lecz zrozumiałam, że każdy ma swoje miejsce i swój czas. Mój czas dobiegł końca.
Moja opiekunko, przyjaciółko, powierniczko.
Wiem, że masz złamane serce. Wiem, że czas nie leczy ran, on tylko przyzwyczaja do cierpień.
Nie płacz, patrzę na Ciebie. Jestem z Tobą w każdej chwili i w każdym momencie. Kiedy będzie Ci źle wyobraź sobie , że jestem koło Ciebie i kładę głowę na Twoim kolanie. Czujesz?
Jestem tu. Nie odeszłam, nie odejdę, dopóki będziesz o mnie pamiętać. Nasza miłość jednak się nie skończyła- będzie wieczna i doskonała- tak jak każda ludzko - psia miłość.
Nadal tu jestem, wystarczy , że zamkniesz oczy i poczujesz moją obecność. Nigdy nie chciałam Cię opuścić i nigdy tego nie zrobię.
Wybacz mi, że nie mogłam już dłużej walczyć i wybacz sobie, jedyne co mogłaś zrobić to pozwolić mi odejść.
Dziękuję Ci za cudowne życie- oby każdy pies miał taki Dom, jaki ja miałam.
Nie płacz. Przypomnij sobie momenty kiedy biegałam szczęśliwa za piłką. Pamiętasz moją radość i Twoje zadowolenie? Przypomnij sobie chwile, kiedy dawałaś mi wolność a ja biegałam z wiatrem w uszach.
Niech te chwile zostaną w Twojej pamięci. Te najlepsze. Nawet te, kiedy przywlokłaś do domu Kluskę, ku mojemu niezadowoleniu. Stałyśmy się przyjaciółkami, stadem.
Dziękuję Ci rówież za to. I za to że byłam członkiem Twojej rodziny- to był zaszczyt.
Nie płacz- dałaś mi wszystko co mogłaś mi dać. Jednak ani czasu ani choroby nie mogłyśmy oszukać.
Kiedyś znów się spotkamy- wierzę w to. Ty też uwierz. Bo nie było by większej niesprawiedliwości, gdyby pies i człowiek, zakochani w sobie tak jak ja i Ty nie mieli się nigdy więcej spotkać...
Subskrybuj:
Posty (Atom)



















